poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Dowód na to, że jestem w połowie chomikiem

Stało się to nagle i niespodziewanie. Rodzina Natalii poinformowała mnie, że podjadą dziś po moje meble z pokoju w domu rodziców. Oczywiście meble nie stały sobie grzecznie w rządku puste i czekające na przewóz do nowego mieszkania. Półki uginały się pod ciężarem tysięcy książek, a w biurku na stosach starych papierów zamieszkały sobie pająki. Dlatego też uzbrojona w kartony i 4 godziny przed przyjazdem ekipy przeprowadzkowej rzuciłam się do roboty.

Byłam oczywiście przekonana, że wepchnę wszystko do jednego pudła i uwinę się z robotą w godzinkę. Niedoczekanie. Babrałam się w tym długimi godzinami, bo oczywiście zamiast chłodno ocenić co jest mi niezbędne, a co nie zabrałam się za wspominanie dosłownie każdej pierdoły. Zeszyt z historii z III liceum, och wspomnienia! A tu moje epickie notatki do matury, które wcisnę swoim dzieciom zmuszając je do zdawania biologii na maturze. A tu jakieś osiemset zeszytów, każdy z jakimś fragmentem Blindside, więc NIE WYWALĘ ZA ŻADNE SKARBY. O, ksero podręczników z I roku. Och, przecież to mój pamiętnik z czasów kiedy miałam 15 lat i byłam najgłupszą osobą na tym globie. I tak dalej.
Po co ja w ogóle trzymałam to wszystko? Oczywiście zamiast raz na zawsze pozbyć się całej makulatury wepchnęłam ją po prostu do kolejnego kartonu, zakleiłam, opisałam i ukryłam na strychu rodziców. Za jakieś 10 lat ją wyciągnę i znowu zaleje mnie fala miłości do najmniejszej głupotki.

Mój pokój aktualnie świeci pustkami i pokazano mi plany przerobienia go na sypialnię rodziców. Ogarnia mnie jakiś żal i smutek wiedząc, że permanentnie się wynoszę i skończyło się rumakowanie. No ale cóż, kiedyś trza wyściubić nos poza gniazdko i zacząć składać własne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz