poniedziałek, 12 września 2011

Fox vs Świat - odcinek 3

Nocną porą podczas pisania fluffów naszło mnie coś straszliwego. A krążyło nade mną od czasów niepamiętnych i chyba tylko czekało na ukształtowanie się w głowie. Zatem popółnocnie, dziś w temacie trendi dżezi kul i fresz zapraszamy na kolejny odcinek:

Fox vs Świat!
Odcinek 3 - Bursztyny, pytony i alternatywa

Hipsterstwo. Plaga tego świata. Skąd się to wzięło i jakim w ogóle cudem przeżyło, to ja nie mam pojęcia. Wiem tylko jedno - jest wybitnie wkurzające. Pleni się na ulicach gorzej niż grypa jesienią, przez co nawet wyjście do spożywczaka w Bytomiu kończy się spotkaniem po drodze co najmniej czterech przedstawicieli tego podgatunku ludzkości. I wszystko wskazuje na to, że będą się mnożyć aż nie zdadzą sobie sprawy, że zrobili się mainstreamowi i pożerają własny ogon.

Co drugie dziecko na ulicy nosi bryle w oprawkach, które jeszcze parę lat temu uchodziły za wybitny obciach, do tego trampki Converse, jeansy Lee, t-shit Zara i oczywiście nieśmiertelny szal przypominający zdechłego pytana marki H&M. A to wszystko okraszone mgiełką lekko śmieciowego wyglądu, który ponoć ma manifestować walkę z metkami, rzeczami popularnymi i och, otwierają Starbucks w Silesii. NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ JAK BĘDĘ BIEGAĆ Z TYM PAPIEROWYM KUBKIEM PO MIEŚCIE. TO TAKIE ALTERNATYYYYWNEEEEEEE.

Co jest takiego zajebistego w udawaniu, że się jest się innym, bo się nie kupuje w Tesco, tylko w sklepie Pani Zosi na rogu, to ja nie wiem. Do tego czyta książki pisane przez mongolskich zbieraczy ryżu traktujące o życiu intymnym krabów pustelników, słucha zespołów, które jeszcze nawet nie wiedzą, że coś nagrają i jada kebaby dzieła samego Albusa Dumbledore'a. Ok, super że masz ciekawe zainteresowania. Ale czy jesteś w jakikolwiek sposób zaczepiony w naszej rzeczywistości, czy twoja alternatywność wysłała cię już na orbitę okołoziemską pełną ipadów i okularów kosztujących tyle co nowy samochód?

Nie mam nic przeciwko zainteresowaniom różnym. Jeśli kogoś podnieca czytanie o zwyczajach godowych koników polnych, to dobrze dla niego. Ja potrafię godzinami opowiadać o zmutowanych komórkach bobu, więc w ogóle w tej kwestii nie powinnam się odzywać. Ale też w swojej "alternatywności" nie obrzucam pogardliwym spojrzeniem ludzi, którzy przykładowo zbierają znaczki i słuchają Lady Gagi. Każdy ma swoje zainteresowania, nie muszę od razu zadzierać nosa i ostentacyjnie opuszczać pokoju, bo "duszę się w tej komercyjnej atmosferze". Bądźmy normalni.

Zawsze można iść do normalnego kina, a nie do "ulubionego kina studyjnego", w którym taśmy filmowe wyrabiane są z bursztynu wydalonego przez grupę hodowlanych hipsterów. Kino to kino, w każdym poleci ten sam film, z czego w tych wielkich kinopleksach na ogół jest lepszy obraz i dźwięk. Oczywiście nie umywa się to do bursztynowych taśm hipsterskich, więc właściwie o czym my tu w ogóle rozmawiamy?

Znam paru hipsterów i mogę powiedzieć otwarcie, że łączy ich jedna, smutna cecha. Swoją absolutną unikatowość budują z żałosnych pobudek. Każde z nich jest zerem, które studiuje coś tak przyszłościowego jak literaturę słowiańską. A będąc smutnym zerem trzeba jakoś podbudować swoje ego. Najłatwiej właśnie starając się udowodnić wszystkim dookoła swoją wyższość, bo się jest innym. I co z tego, że nie ma się już o czym porozmawiać ze znajomymi, bo oni w końcu przeczytali Harry'ego Pottera i jeżdżą na uczelnię autobusem, a nie na grzbiecie jednorożca. Hero must go alone i w końcu perspektywa skończenia studiów z oszałamiającą zdolnością powiedzenia po marokańsku "Lubię placki" jest o wiele bardziej kusząca od faktycznego posiadania jakichkolwiek cech przydatnych.

A całe moje marudzenie na hipsterów kiedyś podsumowała moja Mama, wywołując u mnie święte oburzenie. Albowiem ona uważa, że ja w swoim gardzeniu hipsterami rozpoczynam nową erę hipsterów, którzy w swojej niechęci do hipsterów aktualnych są bardziej alternatywnych od wszystkiego innego, co chodziło po tym globie. The end is near.

3 komentarze:

  1. A mnie sie wydaje, ze Ty Fox jeszcze zadnego prawdziwego hipstera nie poznalas, tylko same pseudo-hipstery. Ja wszystkich okolicznych hipsterow szanuje ogromnie za oryginalnosc. Bo prawda jest taka, ze kazdy hipster jest inny. I zadnego nie uswiadczysz w trampkach converse... Tak jak w kazdym trendzie - sa trend-setterzy i marne kopie.

    OdpowiedzUsuń
  2. A widzisz Cookie, to Ty masz jakichś lepszych hipsterów. Te w polskiej wersji językowej są takie same i wybitnie denerwują swoją hipokryzją.
    Ale u nas to chyba wszystko jest marną kopią. Ech żal.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja kocham hipstery i wszystkie bym utulila!

    OdpowiedzUsuń