Natalia ma wiele zalet. Jest ładna, mądra, utalentowana w rysowaniu, wymyślaniu historii i ostatnio pieczeniu ciast. Jest szalenie miła, cudownie się z nią żyje, mieszka oraz tworzy projekty komiksowe. Ogólnie rzecz biorąc jest prawdziwym skarbem. I do tego pracuje w miejscu, gdzie wejściówki do kina i na koncerty spadają z nieba wprost do łapek pracowników. I oczywiście ich towarzyszy (w domyśle - do moich).
Jej nową zdobyczą było podwójne zaproszenia na przed-premierę Harry'ego Pottera. Zatem zaśliniona jak buldog przed witryną sklepu mięsnego rzuciłam się z Natalią do kina przy okazji też przeżywając prawdziwy konflikt interesów. Bo tak, chciałam zobaczyć ten film tak szaleńczo, że opisać się tego nie da. Ale z drugiej strony O NIE! to ostatnia część. Czyli nigdy więcej Potterów. Nigdy więcej czekania. Nigdy więcej podniet. Jezu, moje życie chyba się skończyło...
Ale mniejsza z tym.
Jeśli miałabym osobiście wymienić cztery rzeczy, które doprowadzają mnie w kinie do szału to bez zastanowienia powiedziałabym dzieci, popcorn, dubbing i 3D. Na dzisiejszym seansie była masa dzieci i darmowy popcorn dla wszystkich, a film był dubbingowany, do tego w 3D. Ślicznie. Ale po pierwszych 10 minutach ogólnej epickości przestały mi przeszkadzać plastikowe bryle, chrupanie, mlaskanie, dzieciarnia i polski dubbing. W ogóle nic mi nie przeszkadzało, no bo kurde, to był Potter. W jakiekolwiek wersji - i tak będzie zajebisty. I był, och był.
Niestety reszta świata będzie miała możliwość poznać tą epickość dopiero w piątek (hłe hłe hłe), więc nawet nie mogę napisać jak absolutnie cudowna była scena w której... No właśnie. Mogę tylko powiedzieć, że McGonagall jest moim nowym idolem i też bym chciała w jej wieku mieć jaja z azbestu. Kobieta była bardziej męska niż horda barbarzyńców szturmująca Hogwart. Oklaski. A jak miała przemowę przed samą bitwą, to sama chciałam wstać, porwać najbliższą różdżkę i rzucić się do walki. Takich dowódców potrzebujemy.
No i co teraz? Koniec Potterów. Trochę trudno w to uwierzyć, ale po przeczytaniu ostatniej części czułam się o wiele gorzej niż dziś. Bo dzisiaj dokładnie wiedziałam co się stanie i z kim, więc nie był to już taki szok. Cóż mogę powiedzieć. Była to niesamowite przeżycie i mogę mieć tylko nadzieję, że jeszcze za mojego życia trafi się kolejna taka seria, która na długie lata mnie porwie.
Chociaż jestem pewna, że nawet jak będę miała osiemdziesiątkę na karku, to będę z radością wracać do książek i filmów i będą mnie tak samo porywać, jak za pierwszym razem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz