poniedziałek, 25 lipca 2011

Jak bezpośrednio przyczyniam się do rozwoju nauki i podryw na jądra

Znajoma moja Anna ostatnio podczas wyprowadzaniu mnie na spacer do parku opowiedziała mi taką oto historię.
Wracała do domu i czekała na autobus. Pogoda była tradycyjnie wredna, a na przystanku siedziały sobie dwie starszawe panie w stylu "Gdzie jest krzyż?". No i tak te obie panie narzekały sobie na pogodę, że mokro, że zimno, że to nie jest prawdziwe lato, gdy jedna wreszcie rzuciła, że to dlatego, że ludzie w Boga nie wierzą.
Koleżanka Anna uchem zastrzygła i postanowiła przysłuchać się jakie to jeszcze rewolucyjne teorie na temat pogody będzie jej poznać. No i się dowiedziała.
Buńczuczna babcia wyjaśniła swojej znajomej, że teraz to nie wierzą w Boga, przez to latają w kosmos i tam powiększają tą dziurę ozonową i dlatego ciągle leje. Ale to nie koniec! Oni w ten kosmos latają, bo już nie ma żadnych świętości. Czyli ludzie nie biorą ślubów, są te aborcje, eutanazje i homosekualizmy. Po prostu kompletna katastrofa religijna, zniszczenie oraz potępienie. A to tylko dlatego, że mamy deszczowy lipiec.
Czyli zbierając wszystko do kupy. Deszcz spowodowany jest dziurą ozonową, którą powodują loty w kosmos, które powodują tak niemoralne zachowania jak bycie homo, czy życie w wolnym związku, co zaś jest dowodem na brak wiary w Boga. Czyli innymi słowy moja orientacja bezpośrednio przyczynia się do rozwoju nauki, między innymi do organizacji lotów w kosmos.
Super!

A tak poza innymi orbitami, ale wciąż naukowo byłam dzisiaj z przestrachem oglądać moje drugie próbki z projektu. I jasna cholera, to było piękne. W życiu całym swoim nie widziałam cudniejszych i wyraźniejszych preparatów. To było przeżycie tak podniosłe, że dosłownie słyszałam za sobą te zastępy anielskie śpiewające hosanny na cześć moich  idealnych próbek. Ale to jeszcze nie był koniec cudów. Napawając się pięknem mojej próbki natrafiłam na to, czego tak zaciekle do osiągnięcia sukcesu potrzebuję. Na...

MIKROJĄDRO.

Ach, śliczne było. Aż żałowałam, że nie ma w okolicy nikogo, komu mogłabym powiedzieć niskim zmysłowym głosem "Pokazać ci moje mikrojądra?". Przykładowo promotorowi. Byłby zachwycony. Niestety wszyscy o godzinie zero, kiedy to odkryłam swoje pierwsze mikrojądro siedzieli już sobie w domkach wcinając pyszne obiadki, ale co tam. Mam zaznaczone na którym preparacie dokonałam tego przełomowego odkrycia i przy najbliższej okazji się pochwalę.
O ile oczywiście to mikrojądro jeszcze zdołam namierzyć pośród tych paru tysięcy komórek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz